Ilekroć napiszę cokolwiek pozytywnego o Stanisławie Michalkiewiczu wówczas zawsze (zawsze!), pojawiają się głosy oburzenia z cyklu jak można się zachwycać „kimś takim” jak Pan Michalkiewicz.

Cóż – moim zdaniem Stanisław Michalkiewicz to najlepszy publicysta w kraju i zdanie takie mam od czasów, kiedy o Panu Michalkiewiczu, schowanym na jednej z ostatnich stron „Najwyższego Czasu!”, mało kto jeszcze słyszał.

Pod moją notką z 21.12.2006 zaledwie wymieniłem nazwisko bohatera wpisu dzisiejszego a natychmiast zostałem wezwany do tablicy przez Olgierda i Abx do wytłumaczenia się ze swoich michalkiewiczowych zachwytów.

Zważywszy na ilość tych przytyków i niektóre osoby ich Autorów, których poglądy są mi przecież bliskie – z chęcią się ze swoich niezdrowych skłonności do nałogowego zażywania felietonów Pana Michalkiewcza wytłumaczę.

Po pierwsze: Stanisław Michalkiewicz niezmiennie stoi na stanowisku upeerowskiego liberalizmu gospodarczego, który zawsze był mi bliższy niż panujący dotąd w każdym polskim kurniku etatyzm.

Po drugie: styl panamichalkiewiczowej felietonistyki jest dla mnie po prostu urzekający i – co tu wiele gadać – niedościgniony. Erudyta Michalkiewicz w taki sposób lokuje w zdaniach cytaty klasyków i nieklasyków jak jubiler umieszcza w swoich wyrobach kamienie szlachetne albo i nieszlachetne ale znakomicie uwydatniające kształty.

Mieni się to wszystko angielskim, chyba nierejestrowanym przez profanów humorem. Niektóre używane przez SM myśli tak są smakowite, że można się nimi rozkoszować po wielokroć, bo też SM wiele razy, w różnych kontekstach ich używa. Weźmy np. to: „…jak kiedyś nieopatrznie wyrwało się Mahatmie Ghandiemu – nic nie jest tak kosztowne jak stworzenie pozorów ubóstwa i prostoty”. No uwielbiam :)

Po trzecie: Michalkiewicz to jest po prostu ktoś. Ten Ktoś potrafi formułować opinie idące pod prąd ogólnie przyjętym (albo raczej: odgórnie nadanym) kanonom „politycznej poprawności”. Wszyscy łamacze tabu za dychę w rodzaju Kazimiery Szczuki czy Kuby Wojewódzkiego choćby stanęli razem to nie przeważą nawet i stalówki z pióra SM.

A że sprzeciwienie się czczonym przez dominujące media (zwane przez SM merdiami) kanonom nie musi być bezpieczne to i przekonał się doktor Ratajczak. Szaleniec ten (chory najpewniej z nienawiści) zwariował do reszty i ośmielił się był zaprezentować pewne poglądy, prawda że cudze, ale jakby niespecjalnie zgodne z oficjalną wersją Ministerstwa Prawdy. Sprawa sądowa, wilczy bilet wystawiony przez salony i już zbrodniarz odgarniał śnieg czule wspominając czasy, kiedy był wykładowcą uniwersyteckim.

O taki salonowy ostracyzm otarł się i SM, dostając kopa za nieprawomyślność bodaj od Interii. Szczęśliwie paragrafu, pomimo, że był już człowiek – nie udało się znaleźć. Salony nie wzięły pod uwagę, że SM publikować może i na własnej stronie – co też i się stało. Strona michalkiewicz.pl stała się popularna, czytelnicy zaczęli ją całkiem suto finansować powodując wściekłe wycie elitki. Michalkiewicz przetrwał ten klangor i teraz znów bryluje w mediach ku uciesze swoich fanów i bolesnej udręce wrogów.

Po czwarte: oceny Michalkiewicza niezwykle często są bardzo trafne. Czasem ta trafność tak bardzo jest trafna jak trafne były trafienia Michała Falzmanna grzebiącego w aferze FOZZ-u. Mam nadzieje, że któreś z tych trafień nie okaże się zbyt trafne bo naprawdę bardzo lubię czytać te felietony ;) Niech zatem niniejszy tekst posłuży za kawałek publicznej polisy ubezpieczeniowej.

W tym kontekście ciekawy byłbym np. zdania ekonomistów o ręcznym sterowaniu kursem dolara przez naszego półboga transformacji Leszka Balcerowicza. Szło na tym zarobić 100% w rok czy nie szło?

Salony starają się jeszcze podszczuwać swoich wyznawców domniemanym antysemityzmem Stanisława Michalkiewicza.

Na portalu pardon.pl ktoś tam wykonał ów modny wśród gawiedzi rytuał obrzucenia Michalkiewicza błotem, więc zapytałem o co z tym antysemityzmem chodzi.

Antymichalkiewita przytoczył użyte przez SM słowo „żydofil”. Natychmiast zapytałem czy autorowi zamieszczonego na jednym z portali motoryzacyjnych tekstu pt. „Frankofile dopieszczeni” (traktującego o Citroenach) można podawać rękę bo pewnie określenie „frankofil” świadczy o antyfrankizmie.

Antymichalkiewita nawet się nie zająknął w odpowiedzi, tylko zapytał jak zatem wytłumaczę użyte przez SM arcyzbrodnicze określenie „Judajczykowie”. Ja mam się tłumaczyć a nagonka nie musi? Potraktowałem impertynenta milczeniem.

W końcu nie każdy musi być erudytą jak Stanisław Michalkiewicz i nie każdy musi wiedzieć, że to z kolei jest cytat z Juliana Tuwima, któremu o tyle trudno jest antysemityzm zarzucić, że sam był Żydem…


  1. Przemo

    Świetny tekst, pierwszy jaki czytałem na tej stronie. Też lubię p. Michalkiewicza i to z przystających względów. Pozdrówka.




Leave a Comment